Spalanie kalorii – dlaczego NIE WARTO się na nich skupiać

Spalanie kalorii – dlaczego NIE WARTO się na nich skupiać

Kilka lat temu na rynek gadżetów elektronicznych wdarły się opaski (zegarki), które są niczym mały, osobisty analityk mierzący funkcje naszego organizmu. Zegarki przeznaczone dla osób aktywnych fizycznie już nie służą do sprawdzenia godziny, czy mierzenia czasu interwałów. Teraz najważniejszymi parametrami jest liczba zrobionych kroków i spalonych kalorii (na treningu i w ciągu całego dnia).

Dlaczego tak się dzieje?

Konkretne liczby umożliwiają określenie konkretnych celów, a konkretne cele dają większe prawdopodobieństwo ich osiągnięcia. Większość osób, które zaczynają się ruszać i być aktywnymi fizycznie mają podobny cel – chcą schudnąć (vel lepiej wyglądać). Aby cel był mierzalny i możliwy do zrealizowania zwykle zakładamy jakąś liczbę nadprogramowych kilogramów jakie chcemy zrzucić. Aby łatwiej zmotywować się do ruchu i wysiłku fizycznego z pomocą przychodzą wspomniane parametry – ilość zrobionych kroków i spalonych kalorii. Jeśli założymy określoną, dzienną liczbę kalorii do spalenia, będziemy podejmować takie decyzje, aby na koniec dnia plan został zrealizowany. 

Przykładowo – jeśli pół dnia minęło Wam na siedzeniu przy biurku, wracacie do domu, a na zegarku wyświetla się niebezpiecznie niski wynik spalonych kalorii, jest to dla Was bodziec do podjęcia tego popołudnia jakiejkolwiek aktywności fizycznej.

Jeśli zwracamy uwagę na ten parametry pod kątem samomotywacji – okej. Jednak, jeśli zaczynacie szczerze wierzyć w to, co pokazują Wam zegarki, zaczynamy mieć problem.

Spalanie kalorii – ile w tym prawdy?

Niestety, ale ilość spalonych kalorii zależy od bardzo wielu czynników. Nie tylko wzrost, wiek i waga ma tu znaczenie. Na wynik wpłynie czas trwania aktywności, jej intensywność, ewentualny ciężar zewnętrzny, czasy przerw, tętno, a nawet takie niemierzalne elementy jak zaangażowanie, poziom wytrenowania czy dyspozycja dnia. W związku z tym dokładnie taka sama aktywność, o tym samym czasie wykonana jednego i drugiego dnia może spowodować inny poziom spalania kalorii.

Nic więc dziwnego, że rozbieżności pomiarów w zegarkach i w innych „narzędziach”  są tak duże. 

Jeśli chcecie się o tym przekonać, możecie zrobić prosty test. Skorzystajcie z jakiejkolwiek maszyny cardio. Nie ma znaczenia czy będzie to rowerek, orbitrek, bieżnia, wioślarz czy cokolwiek innego. Włóżcie na czas trwania treningu swoją opaskę i porównajcie wynik spalonych kalorii z Waszego zegarka z tym co wyświetli się na maszynie. Wpiszcie dodatkowo wykonany trening np. do aplikacji Fitatu lub MyFitnessPal i dostaniecie trzy całkowicie różne wyniki.

Co więcej – różne modele (nowsze/starsze) opasek TEJ SAMEJ firmy potrafią pokazywać wyniki różniące się o KILKASET kalorii. Dlaczego? Główny problem to czujnik pomiaru tętna. Nie spotkałem się jeszcze z opaską, która nie „gubiłaby” tętna, gdy zaczynamy się intensywniej pocić.

Reasumując: jeśli spalanie kalorii jest dla Was jedynie motywacją do działania – kontrolujcie śmiało ten parametr. Jeśli jednak ich liczba jest celem samym w sobie – radzę przemyśleć swoje działanie. Z jednej prostej przyczyny: żeby nie popaść w schemat myślowy „co zjem, to spalę”.

Spalanie kalorii w myśl zasady „co zjem, to spalę”

Uwierzcie mi, że obranie tej drogi jest naprawdę bardzo łatwe. Wystarczy raz wytłumaczyć sobie zjedzonego pączka czy tabliczkę czekolady tym, że przecież zaraz spalicie te nadprogramowe kalorie na treningu. W konsekwencji zanim się obejrzycie Wasza aktywność fizyczna sprowadzi się tylko do tego, żeby się ruszać, bo zjedliście za dużo. A niestety, nieważne jak świetne macie treningi, gdy zjecie więcej niż powinniście nie schudniecie i nie spalicie ani grama tkanki tłuszczowej.

Gdyby zasada „co zjem, to spalę” działała to wszyscy moglibyśmy jeść, co tylko byśmy chcieli i w każdych ilościach. Wieczorem spalilibyśmy wszystko na treningu i przed spaniem wyglądalibyśmy pięknie, szczupło i młodo.

Kontrolowanie spalonych kalorii może również obrócić się przeciwko Wam w inny sposób. Po wysiłku (treningu) łatwiej będzie wytłumaczyć sobie, że „przecież zasłużyliście” i dorzucić do swojego dziennego jadłospisu coś, co nie powinno się tam znaleźć.

Deficyt kaloryczny generowałbym w kaloriach spożywanych, a nie spalanych. Ruch zwiększa wydatek energetyczny, ale wciąż musicie jeść troszeczkę mniej niż potrzebujecie, aby schudnąć.

Aktywność fizyczną i trening zalecam traktować jak POMOC w szybszym schudnięciu, podczas gdy trzymacie deficyt kaloryczny, a nie jako JEDYNY ŚRODEK DO CELU. Głównym środkiem jest jakość i ilość tego co jecie. Efekty treningu to tylko wisienka na torcie.